Joint venture – od czego zacząć?

Joint venture – od czego zacząć?

Działanie na własną rękę zapewnia autonomię przy podejmowaniu istotnych decyzji oraz sprawia, że sukces smakuje lepiej, ponieważ sami na niego zapracowaliśmy. Czasem jednak dobry team, czy nawet dynamiczne duo jest w stanie zdziałać więcej, niż poszczególni członkowie osobno. Wspólne przedsięwzięcie jest na tyle popularną formą współpracy, że znajdziemy ją niemalże na każdej płaszczyźnie biznesu. Skupimy się oczywiście na inwestowaniu w nieruchomości, aczkolwiek wiele z poniższych (i w późniejszych artykułach) zagadnień można bez problemu zastosować w innych branżach.

Joint venture w wielkim skrócie polega na dwóch lub więcej osobach/podmiotach, które współpracują, aby osiągnąć wcześniej ustalony cel. Elastyczna forma kooperacji sprawia, że większość jej istotnych elementów jest “do dogadania się”. JV może być zarówno najlepszym i odpowiednim dla nas przedsięwzięciem, jak i okazać się wielką stratą czasu i funduszy. 

Jest kilka aspektów, które dyktują wkład każdego aspirującego czarodzieja nieruchomości. Istotne jest doświadczenie, czyli nasz przebieg w branży i ilość zrobionych dealów (zarówno tych domkniętych, jak i straconych). Cenne są również nasze zasoby, czyli wiedza, którą posiadamy, czas, którym dysponujemy oraz surowy kapitał, na którego potencjalną utratę jesteśmy przygotowani.

Jeśli czujemy się na siłach wiedząc, że nie potrzebujemy nikogo, aby wypełnił lukę w którymś z tych aspektów, JV będzie miał dla nas mniejszy priorytet. Warto jednak mimo wszystko otworzyć się na potencjalną współpracę, ponieważ zawsze znajdzie się większy deal, czy atrakcyjniejsza okazja, która może okazać się poza naszym zasięgiem.

Szukając odpowiednich osób do współpracy, będziemy starali się celować w ten idealny Ocean’s 11, gdzie każdy członek ekipy wnosi do składu coś unikatowego. Unikamy sytuacji, w których mając wiedzę i doświadczenie (a brak funduszy), rozpoczynamy współpracę z osobą, która dysponuje wiedzą i doświadczeniem (i również nie ma funduszy). W tym momencie brakuje tej symbiozy, ponieważ te dwie osoby wciąż będą zmagać się z tym samym problem. Nie jest to drużyna, która z miejsca skazana jest na porażkę, po prostu będzie odrobinę ciężej i szansa na sukces będzie odrobinę mniejsza.

Wszystko sprowadza się do szczerego i osobistego rachunku sumienia – w czym jestem dobry/a i co mogę zaoferować? Każdy musi gdzieś zacząć, więc nawet jeśli mamy w głowie “ale przecież ja się do niczego nie nadaję” – uwierzcie mi, że coś się znajdzie, nawet jeśli będzie to po prostu czas, który jesteśmy w stanie poświęcić. Jest na tym świecie mnóstwo osób, które dysponują kapitałem dla nas nieosiągalnym (czasami wręcz niepojętym), który tylko czeka na odpowiednią inwestycję. Sytuacja działa również w drugą stronę, kiedy mamy nazbierane fundusze, a dopiero co wkraczamy w świat inwestycji w nieruchomości i potrzebujemy kogoś, kto podzieli się swoim doświadczeniem.

Ostatecznie, kwestia dogadania się będzie tu najistotniejsza. W przypadku JV, gdzie obie strony wydają się dysponować podobnym asortymentem zasobów i wnoszą w zasadzie to samo – przyda się dogłębniejsza analiza współpracy. Może okazać się, że jedna ze stron jest biegła i skuteczna w wyszukiwaniu atrakcyjnych ofert, zmaga się jednak z tym, aby je domknąć. Dobrą synergią będzie wtedy osoba, która posiada lepsze zdolności retoryki i perswazji w domknięciu interesu. Należy też wziąć pod uwagę, że nie wszystkie współprace będą wygodnym podziałem 50/50 i równym wkładem z każdej ze stron. Możemy się znaleźć w sytuacji, gdzie ktoś inny odwala prawie całą robotę, bądź wspomaga projekt potężną sumą, gdzie nasz kawałek tortu będzie wynosił 30%. Zanim podejmiemy decyzję o potencjalnej współpracy, należy wycenić nasz czas i oszacować, czy tak naprawdę warto. Osobiście uważam, że 30% czegoś jest lepsze, niż 100% niczego.

Dodaj komentarz